Archive for luty, 2007

W odpowiedzi na apel

poniedziałek, luty 26th, 2007

W odpowiedzi na apel JKM, zamieszczam akapit z jego bloga, z którym to zgadzam się w 100%.

“Należy też (na zakończenie) wyrazić zdziwienie, że to akurat szkoła ma uczyć dzieci “d***kracji”. Ja rozumiem, że tylko w d***kracji tacy ludzie, jak Clinton, Hitler, Kwaśniewski czy Wałęsa mogą dochodzić do władzy, więc zależy im na utrwaleniu tego chorobliwego ustroju - i p.Kurator, jako Płatny Pachołek tego ustroju ma o to dbać - ale też z drugiej strony szkoła ma uczyć szacunku dla wiedzy, pracy i umiejętności, zaś idea d***kracji jest z tym immanentnie sprzeczna - bo stanowi, że głosy dwóch meneli są warte dwa razy więcej od głosu przedsiębiorcy lub profesora wyższej uczelni. Zamiast więc uczyć się, by uczciwie zarabiać pieniądze, w d***kracji lepiej jest spłodzić siedmioro dzieci (inkasując za każde “becikowe”), poić je denaturatem - i mieć słodką pewność, że za 18 lat większością głosów odbierze się temu profesorowi (który ma tylko trójkę dzieciaków) jego majątek (a przynajmniej 40% zarobków) i podzieli między swoje dzieci.”

Link do pełnego tekstu: http://korwin-mikke.blog.onet.pl/2,ID180549782,index.html

Kolejny krok homorewolucji

środa, luty 21st, 2007

Homorewolucja dokonała kolejnego kroku na przód. Tym razem nie jest to krok wcale mały. Otóż w szkockiej służbie zdrowia nie wolno tera używać słów “Mama” i “Tata” w rozmowach z dziećmi, gdyż obraża to homoseksualistów.

Gdy przeczytałem tą wiadomość na onecie (http://wiadomosci.onet.pl/1489391,12,item.html ) nie mogłem wprost uwierzyć. Najgorsze jednak jest to, że przechodzi to w Polsce w zasadzie bez większego echa, a przecież jest to tak oczywisty i rażący zamach na wolność normalnych ludzi, dobry smak, żeby nie wspomnieć zdrowego rozsądku, że aż prosi się na otwarty sprzeciw! Tymczasem nic! Cisza! Wszyscy pieprzący o wolności słowa milczą, jakby ta sprawa ich w ogóle nie obchodziła.

Tymczasem jest ona moim zdaniem bardzo poważna. Jeżeli bowiem uznano, że używanie w szpitalu, podczas rozmowy z dzieckiem słów “mama” i “tata” obraża homoseksualistów, to używanie tego słowa na ulicy też musi ich obrażać i tylko patrzeć jak jakiś kretyn i tego zabroni! Po drugie, geje mogą powiedzieć, że obraża ich, jak widzą trzymającą się za rękę parę, albo sto innych normalnych rzeczy. Wtedy trzeba będzie ich też zakazać!

Mnie osobiście obraża sam fakt, że para homoseksualistów może w ogóle opiekować się jakimś dzieckiem, a już szczytem niesmaku są ich roszczenia do nazywania takiego związku małżeństwem, albo rodziną! Na pewno osób, które mają takie jak ja poglądy w Szkocji nie brakuje. Dlaczego w takim razie 2-3% populacji gejów narzuca taki idiotyzm całemu krajowi??

Poza tym, trzeba być homoseksualistą-kretynem, żeby zgadzać się z takim zalecenie, bo przecież wywrze on odwrotny skutek i tylko zniechęci normalnych ludzi do gejów… A przynajmniej powinno tak być w normalnym społeczeństwie.

Czas pokaże, czy społeczeństwa Cywilizacji Zachodniej są aż tak zepsute, słabe i sterroryzowane przez lobby zboczeńców i lewaków, że nie pisną ani słówka i przyzwolą na kolejną cegłę wypadającą z fundamentów Cywilizacji.

Stołówkowa “dyskryminacja”

poniedziałek, luty 19th, 2007

Rozhisteryzowany dziennik.pl podaje za “Faktem” szokujący, ich zdaniem, przykład dyskryminacji w szkole Ubogie dzieci jedzą gorsze obiady. Rozchodzi się o to, że na stołówce w pewnej Łódzkiej szkole, do wyboru są dwa rodzaje obiadów, tańszy (a zatem mniej smaczny i pożywny), i droższy (smaczniejszy i pożywniejszy).

No dobra, ale gdzie tu ta dyskryminacja? - ktoś spyta. No właśnie na pierwszy rzut oka nie widać nic zdrożnego w tym, że mamy wybór kilku dań. Ale wszystko wyjaśnia czujna pracownica Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łodzi: “Nie wiedziałam, że obok dzieci, które mają skromne obiady, jedzą ci, którzy kupują sobie inne dania. To dyskryminacja biednych dzieci. Zajmę się tym” (cytat za dziennik.pl)

Doskonale rozumiem, że dzieciom, których rodziców nie stać na lepsze obiady jest przykro z tego powodu, szczególnie gdy patrzą, jak ich rówieśnicy pałaszują fury frytek. Jest to dokładnie to samo uczucie, którego doznaje ja, gdy na jadąc 11-sto letnim samochodem moich rodziców jestem wyprzedzany przez jakiś ekskluzywny samochód. Ale do głowy by mi nie przyszło, żeby poczuć się wtedy dyskryminowanym!

Zgodnie z rozumowaniem owej pani (a także gazet, które przyklaskują tej opinii i dodają jeszcze łzawe kawałki w stylu: “inne dzieciaki przy stolikach grzebią smutnie łyżkami w ryżu polanym owocową breją”) posiadanie lepszej rzeczy niż ktoś inny, to dyskryminacja. No cóż, z głupotą nie da się dyskutować, więc już miałem zamknąć okno z owym tekstem, gdy mój wzrok padł znów na brzmiące złowrogo: “Zajmę się tym”.

Przebiegł mnie dreszcz po plecach. Bo jak też może owa pani “zająć się” tą sprawą? Jedyne wyjście to ujednolicić menu. W górę, albo w dół. A jako że wyrównywanie prowadzone prze państwo zawsze jest “w dół”, to dzieci bogatszych rodziców mogą się już żegnać ze stertami frytek i smacznymi zupkami…

Przyznam się, że owe dreszcze na plecach nie były wywołane jedynie losem pozbawionych frytek dzieci. Uświadomiłem sobie po prostu, jak często na drodze wyprzedzam “Malucha”, albo Fiata 125p… Jak tak dalej pójdzie to i tym ktoś będzie chciał się zająć…

W Nowym Jorku robią dobrze

środa, luty 7th, 2007

Senator Carl Kruger (demokrata oczywiście) zaproponował, żeby karano mandatami w wysokości 100 dolarów osoby, które przechodzą po przejściach dla pieszych ze słuchawkami na uszach… Oczywiście dla dobra przechodniów.
Decyzję swą popiera przytaczając 2 (słownie: dwa) przypadki śmierci na pasach ludzi, którzy nie usłyszeli klaksonu nadjeżdżającego samochodu.

Jak to charakterystyczne dla wszelkiej maści lewaków (w Stanach: “liberałowie”), żeby pod byle pretekstem ograniczać wolność wielu ludzi. Nie da się wytłumaczyć takiego projektu czym innym jak głupotą, albo niechęcią do wolności.

Senator zapomniał o kilku rzeczach. Przede wszystkim, to samochód wjeżdżający na pasy zabił te dwie osoby… A poza tym senator nie pomyślał o ludziach, którzy idę po pasach czytając gazetę, nakładając makijaż, pisząc sms’a, rozmawiając, pijąc kawę, gadając do siebie, patrząc na zegarek… itd. itp.

no comment

sobota, luty 3rd, 2007

1940

1940

2007

2007

Wina systemu

piątek, luty 2nd, 2007

Dla tysięcy pacjentów może zabraknąć pieniędzy na leczenie w szpitalach. Komornicy stoją już u progu placówek i zajmują pieniądze wpływające na konta szpitali.

Jedni winią bezdusznych wierzycieli, inni chciwych komorników. Tymczasem: wierzycielowi pieniądze się należą, komornik wykonuje swoja pracę. Praprzyczyną problemu jest to, że państwo wzęło na siebie obowiązki, z kórych nie umie i się wywiązać. Więcej: nie da się z nich wywiązać!

Wszędzie na świecie, gdzie działa system publicznej służby zdrowia, są braki środkw na leczenie! Publiczna służba zdrowia nie ma poprostu racji bytu! I nie jst to zależne od pieniedzy, które się do niej włoży, czego dowodem są problemy służby zdrowia w bogatzych od Polski krajach.

W Polsce sztuacja jest gorsza z powodu tego, że zarządzanie i kultura pracy są na badzo niskim poziomie, co generuje ogromne straty. Poza tym dyrektorzy są rozpuszczeni! Podobnie jak górnicy wiedzą, że mogą sterroryzować rząd i dostaną swoje. Górnicy pójdą na Warszawę z kilofami i petardami, a pracownicy szpitala będą się filmować ze śmietelnie chorymi dziećmi w szpitalnych łóżeczkach…

Szpitale oddłużane już były i nie przyniosło to żadnej poprawy. Lekarstwem jest zmiana systemu, na oparty o ubezpieczenia prywatne, a nie obowiązkowe podatki, z których żywiony jest całay aparat państwowy, a część tylko przeznaczona na faktyczną pomoc chorym.

Coraz ciaśniej

czwartek, luty 1st, 2007

Ograniczenie wolności jednostek, jak i krajów, zdaje się być głównym celem urzędników z Unii Europejskiej. Najnowszym pomysłem, który obowiązuje w nieco mniej restrykcyjnej formie już w Irlandii i Szkocji, a wchodzi w życie od jutra we Francji, jest całkowity zakaz palenia tytoniu w miejscach publicznych i miejscach pracy.

Jako usprawiedliwienie do dalszych ograniczeń wolności Unia wykorzystuje szkodliwość dymu papierosowego dla palącego, jak i dla tzw. biernych palaczy z jego otoczenia. Jest to kolejny dowód na to, że urzędnicy z Brukseli uważają mieszkańców Unii Europejskiej za idiotów, których trzeba zmuszać do zdrowego życia, oraz łajzy, które nie umieją poprosić kogoś na przystanku o zgaszenie papierosa.

Nic nie pomaga tłumaczenie, że jeżeli byłby popyt na bary dla niepalących, to powstawałyby ona jak grzyby po deszczu. Coraz więcej państw, oglądając się na Unię Europejską, na własną rękę wprowadza coraz bardziej restrykcyjne przepisy.

Czy Unia rzeczywiście nie lubi palaczy? Czy też troszczy się o ich zdrowie, uszczęśliwiają ich na siłę? Ani to, ani to. Po pierwsze, urzędnicy muszą coś robić i nigdy nie jest tak, że jest zbyt mało przepisów. Jeżeli jedna dziedzina życia zostanie uregulowana już do przesady, tabuny urzędników szukają innej gdzie przepisów jest ich zdaniem za mało. Ten proces nigdy się nie skończy, bo byłoby to jednoznaczne z przyznaniem się urzędników, że nie są już potrzebni, a podstawowa zasada biurokracji: Żaden urzędnik nigdy nie zlikwiduje żadnej posady urzędniczej.

Podnoszenie akcyzy na papierosy, które miało miejsce w Unii Europejskiej, a które niedługo wejdzie również do Polski, nie ma na celu zniechęcenie palaczy do palenia, ale po prostu zwiększenie wpływów budżetowych z grabienia własnych, palących obywateli. Przecież skądś trzeba finansować niepotrzebna pracę urzędników i coraz to nowe bzdurne decyzje.

Wreszcie zakaz palenia w miejscach publicznych to walka ze znienawidzoną przez Unijnych biurokratów wolnością, a zarazem pokazanie obywatelom, że każdy ich krok, każde zachowanie jest określone przez Unię. Słowem Wielki Brat patrzy…