Świętujmy zwycięstwo nad czerwoną zarazą!
Osamotnieni w samym środku Europy, z rewolucyjnym motłochem u wschodnich granic, powstającym plebsem na zachodzie, zamkniętymi dla pomocy granicami na południu i wrogim nastawieniem Anglików, Polacy jak zwykle poddani byli ciężkiej próbie mierzenia się z przeważającymi siłami i fatalnym położeniem. Był koniec roku 1918, a czerwona zaraza przelewała się już przez granice II RP.
Po początkowych zwycięstwach w 1919 roku, Sowieci wzmogli ofensywę i w maju 1920 roku zaczęli zajmować miasto za miastem i przesuwać linię frontu, aż w sierpniu zagrozili Warszawie. Kolejne zabiegi dyplomatyczne Polskiego rządu nie przynoszą efektu - byliśmy zdani na siebie.
Naród Polski nie poddał się jednak. W obliczu zagrożenia stolicy, nastąpił ogólnonarodowy zryw. Waleczność Polskich żołnierzy, doskonałe wyszkolenie taktyczne dowódców, oraz wysoki poziom technologiczny i wywiadowczy, pozwolił odeprzeć spod Warszawy siły Sowieckie i powstrzymać “czerwony marsz” na Europę. Bitwa to zwana jest jako “Cud nad Wisłą”.
Podczas wojny polsko-bolszewickiej miała miejsce jedna z bardziej chwalebnych dla Polaków bitew - Bitwa pod Zadwórzem. 330 ochotników z lwowskiej młodzieży zatrzymała atakującą bezbronny Lwów, południową flankę Sowieckich wojsk idących na Warszawę. Podczas bitwy, zwanej Polskimi Termopilami, zginęło 318 Orląt Lwowskich, a reszta została ranna, lub wzięta do sowieckiej niewoli.
Zwycięstwo w tej wojnie powstrzymało na 20 lat czerwoną zarazę przed ekspansją na zachód. Pokazało też światu siłę Polski, nie tylko moralną - pokonanego, zniewolonego kraju, ale militarną. Dlatego uważam, że to właśnie 15 sierpnia powinien być najważniejszym polskim świętem narodowym. Na prawdę przestańmy się torturować kolejnymi rocznicami rozbiorów, napaści, czy nieudanych, budzących kontrowersje powstań, takich jak powstanie warszawskie.
Patriotyzm trzeba budować nie na wspominaniu lania, jakie dostawaliśmy raz po raz, nie zależnie jakie chwalebne by ono nie było, ale na pokazaniu, że jak chcemy, to coś nam wychodzi i umiemy pokonać w pojedynkę przeważające siły odwiecznego wroga. Mam już dość moralnych zwycięstw.

