Za około miesiąc, zgodnie z dekretem Papieża Benedykta XVI, do odprawienia Mszy Świętej w tzw. Rycie Rzymskim nie będzie potrzebna zgoda biskupa. Msze Trydenckie były do tej pory regularnie odprawiane w kilkunastu miejscach w Polsce. Czy “uwolnienie” Mszy Trydenckiej wpłynie na jej częstsze odprawianie w naszym kraju? Nie sądzę.
Posoborowy ryt mszalny, obowiązujący obecnie, a ustanowiony na Soborze Watykańskim II, przekształcił Mszę Św. niemal w protestanckie nabożeństwo. To, co dzieje się w niektórych kościołach w niedzielę, często przypomina spotkanie klubu Chrześcijan, a nie Najświętszą Ofiarę. Księża, ku uciesze starszych pań, opowiadają dowcipy, czy anegdoty, nie powstrzymując się od komentarzy politycznych, czy społecznych. Także wiele razy mnie samego doprowadzało do pasji wysłuchiwanie licznych przemówień kółka różańcowego, czy obserwowanie jak “delegacja” wiernych wręcza któremuś z księży kwiaty z okazji imienin… Taka atmosfera nie daje możliwości prawdziwego przeżywania Sacrum.
Msza Rzymska, natomiast, jest trudna “w odbiorze”: cicha, tajemnicza, pełna gestów. Pozwala się skupić na przeżywaniu tajemnicy Eucharystii. Uczestnicząc w niej mamy poczucie, że jest rzeczywiście dla Boga, a nie jak Msza nowa, dla ludu.
Dlaczego twierdzę, że nie ma najmniejszych szans stać się popularna w Polsce? Otóż ludzie nie lubią rzeczy, których nie znają. Msza w niezrozumiałym dla znakomitej większości języku, z księdzem odwróconym w stronę Krzyża, a nie ludzi, nie jest dla statystycznego uczestnika Mszy Św. nudna i niezrozumiała. A tego ludzie porostu nie znoszą.
Niech wolno mi będzie posłużyć się, trywialnym w zestawianiu ze sprawami, które staram się poruszać, przykładem: Kiedy ostatnio widzieliście jakiś film, który pozostawiał jakieś niedomówienie, tajemnicę, zawieszone zakończenie? W odróżnieniu od klasyki kina, nowe filmy tego nie mają. Wystrzegają się skomplikowanej fabuły, a jak ognia niedomówień, pozwalających na własną interpretację obrazu. Producenci dobrze zdają sobie sprawę, że nieumiejący ogarnąć filmu widz, wyjdzie z kina zdezorientowany, a więc zniesmaczony (”Film był bez sensu”).
A co dopiero, gdy mówimy o rzeczy tak istotnej jak tajemnica Boga? Wysiłek, do którego zmusza Msza Rzymska jest zbyt wielki dla współczesnego człowieka. Żyjący w uproszczonym przez medialny przekaz świecie, staje się zdezorientowany nie mając oparcia w chociażby zrozumieniu słów, które wypowiada kapłan. Pal licho, że i tak większość nie wie co one w istocie znaczą, nad tym może się nie zastanawiać, ale rozumie je w technicznym sensie. I tutaj jest się już czego chwycić. Można razem z innymi wiernymi deklamować na pół z pamięci, słowa Mszy Św. i modlitwy. Oprócz tego ksiądz pomówi trochę o życiu, żeby nie pomagać bliźniemu i od razu współczesny Chrześcijanin czuje się lepiej.
W taki prąd w Kościele doskonale wpisuje się “zmowa milczenia” o Szatanie i piekle. Mimo, że postać Szatana- przyczyny wszelkiego grzechu - przewija się przez modlitwy i wezwania, księża milczą o nim, tak samo jak o piekle. Wizja wiecznego potępienia, jest tak przerażająca, a obraz oraz upostaciowanego Zła - kojarzonego z czarnym krasnalem z widłami, tak komiczna, że lepiej o nich nie mówić, by przypadkiem wierni nie przestali chodzić do kościoła.
Właśnie ta ilość ludzi w kościele w każdą niedziele, zdaje się być dla Hierarchii Kościoła odzwierciedleniem bogobojności narodu. Ich wysiłki koncentrują się raczej na popularyzacji wiary, a nie jej pogłębianiu. “Uwolnienie” przez Papieża Benedykta XVI Mszy Rzymskiej jest próbą odwrócenia tych niezdrowych proporcji.