Archive for the ‘wiara’ Category

Msza trydencka w każdej parafii!

środa, lipiec 2nd, 2008

Komisja Ecclesia Dei przygotowuje dokument, który będzie “zdecydowanie zachęcał” rektorów seminariów duchowych do nauczania przedsoborowej liturgii. Na wydanych przez komisję płytach DVD z nauką starego rytu Mszy Świętej, przewodniczący komisji we wstępie mówi min.:

“[Msza trydencka - portaprima] powinna być celebrowana nawet, jeśli nikt nie zgłasza takiej potrzeby, aby zapoznali się z nią młodzi katolicy. Papież chce, aby ta liturgia stała się normalnym elementem życia parafii.”

Okazuje się, że chęć przywrócenia Mszy Trydenckiej do współczesnego Kościoła nie jest jedynie pomysłem Benedykta XVI na szukania pokoju z bractwem Piusa X, ale wyrazem zrozumienia i docenienia niedocenianej, straconej dla współczesnego Kościoła liturgii.

Oto link do tekstu na portalu Tygodnika Powszechnego

I jeszcze o minister Kopacz

wtorek, lipiec 1st, 2008

Garść oczywistości ze znalezionego przez mojego kolegę bloga:

Prawa, które dopuszczają oraz ułatwiają przerywanie ciąży i eutanazję, są zatem radykalnie sprzeczne nie tylko z dobrem jednostki, ale także z dobrem wspólnym i dlatego są całkowicie pozbawione rzeczywistej mocy prawnej. Nieuznanie prawa do życia, właśnie dlatego, że prowadzi do zabójstwa osoby, której społeczeństwo ma służyć, gdyż to stanowi rację jego istnienia, przeciwstawia się zdecydowanie i nieodwracalnie możliwości realizacji dobra wspólnego. Wynika stąd, że gdy prawo cywilne dopuszcza przerywanie ciąży i eutanazję, już przez ten sam fakt przestaje być prawdziwym prawem, moralnie obowiązującym. Przerywanie ciąży i eutanazja są zatem zbrodniami, których żadna ludzka ustawa nie może uznać za dopuszczalne. Ustawy, które to czynią, nie tylko nie są w żaden sposób wiążące dla sumienia, ale stawiają wręcz człowieka wobec poważnej i konkretnej powinności przeciwstawienia się im poprzez sprzeciw sumienia.
(Jan Paweł II, Evangelium Vitae)

Link do całego tekstu: http://breviarium.blogspot.com/2008/06/aborcja-nie-jest-niczym-zym.html

Gatunizm

piątek, wrzesień 7th, 2007

O ile już samo eksperymentowanie na ludzkich embrionach (ich sztuczne tworzenie, eksperymenty i uśmiercanie) można by określić mianem zbrodni, o tyle najnowszy pomysł, mieszania ludzkiego materiału genetycznego ze zwierzęcym, jest czymś jeszcze obrzydliwszym i niedopuszczalnym.

Zgoda wyrażona przez Brytyjską instytucję (The Human Fertilisation and Embryology Authority) na przeprowadzenie tego rodzaju eksperymentu wywołał ostry sprzeciw Kościoła. Naukowcy uspokajają jednak, że owe skrzyżowane embriony będą zabij…. pardon, niszczone już po 14 dniach (czemu nie po 13, albo 15??), więc w zasadzie nie ma się o co oburzać.

W dalsze osłupienie wprowadziła mnie opinia pewnego etyka medycyny (piszę bez ”, bo są przecież różne etyki…), że to nawet lepiej, że nie jest to czysto ludzki embrion, bo eksperymenty na nim i późniejsze uśmiercenie, nie narusza godności ludzkiej. Do prawdy nie wiem, jak doszedł go tego wniosku… (link) Myślałem nad tym długo.

Inny pan, Jacek Hołówka (też etyk), twierdzi, że człowiek to tak naprawdę inny gatunek ssaka, nie wyróżniający się niczym szczególnym (a na pewno nie godnością) ponad zwierzęta i mieszanie go np. z psem jest ok., bo jest to embrion zwierzęco-zwierzęcy. Żal mi tego pana, musi mieć nieciekawą rodzinę i znajomych, że doszedł do takich wniosków…

Rozumiem (rozumiem, to może złe słowo - wiem), że są ludzie zdolni do logiczno-etycznej wolty i nie uważają się za lepszą niż zwierzę istotę, albo uważają, że embrion nie jest jeszcze człowiekiem, ale dziwie się szczerze, że nie czują obrzydzenia na myśl o takich eksperymentach i nie uważają ich za coś złego.

Ja mam wręcz przeciwnie. Otóż: Człowiek jest wartościowszy od zwierzęcia! Oprócz sprzeciwu wywołanego moją wiarą i przekonaniami po prostu brzydzę się mieszaniem ludzkiego embrionu ze zwierzęcym materiałem genetycznym. W świetle wygłaszanych opinii i kierunku, w jakim zmierza cywilizacja, moja postawa ma szansę zostać wkrótce nazwana gatunizmem. Ale mam to gdzieś…

Gdy ludzie po raz pierwszy chcieli dorównać Bogu i postanowili wybudować wierzę do nieba, Bóg dość łagodnie pokrzyżował im plany. Obawiam się, że jeżeli potraktuje taką zabawę embrionami, jako wkraczanie w Jego kompetencje, może nie być tak łaskawy… Wiem, że ja bym się wkurzył…
wykop.pl

Najpiękniejsza po tej stronie nieba

piątek, sierpień 10th, 2007

Za około miesiąc, zgodnie z dekretem Papieża Benedykta XVI, do odprawienia Mszy Świętej w tzw. Rycie Rzymskim nie będzie potrzebna zgoda biskupa. Msze Trydenckie były do tej pory regularnie odprawiane w kilkunastu miejscach w Polsce. Czy “uwolnienie” Mszy Trydenckiej wpłynie na jej częstsze odprawianie w naszym kraju? Nie sądzę.

Posoborowy ryt mszalny, obowiązujący obecnie, a ustanowiony na Soborze Watykańskim II, przekształcił Mszę Św. niemal w protestanckie nabożeństwo. To, co dzieje się w niektórych kościołach w niedzielę, często przypomina spotkanie klubu Chrześcijan, a nie Najświętszą Ofiarę. Księża, ku uciesze starszych pań, opowiadają dowcipy, czy anegdoty, nie powstrzymując się od komentarzy politycznych, czy społecznych. Także wiele razy mnie samego doprowadzało do pasji wysłuchiwanie licznych przemówień kółka różańcowego, czy obserwowanie jak “delegacja” wiernych wręcza któremuś z księży kwiaty z okazji imienin… Taka atmosfera nie daje możliwości prawdziwego przeżywania Sacrum.

Msza Rzymska, natomiast, jest trudna “w odbiorze”: cicha, tajemnicza, pełna gestów. Pozwala się skupić na przeżywaniu tajemnicy Eucharystii. Uczestnicząc w niej mamy poczucie, że jest rzeczywiście dla Boga, a nie jak Msza nowa, dla ludu.

Dlaczego twierdzę, że nie ma najmniejszych szans stać się popularna w Polsce? Otóż ludzie nie lubią rzeczy, których nie znają. Msza w niezrozumiałym dla znakomitej większości języku, z księdzem odwróconym w stronę Krzyża, a nie ludzi, nie jest dla statystycznego uczestnika Mszy Św. nudna i niezrozumiała. A tego ludzie porostu nie znoszą.

Niech wolno mi będzie posłużyć się, trywialnym w zestawianiu ze sprawami, które staram się poruszać, przykładem: Kiedy ostatnio widzieliście jakiś film, który pozostawiał jakieś niedomówienie, tajemnicę, zawieszone zakończenie? W odróżnieniu od klasyki kina, nowe filmy tego nie mają. Wystrzegają się skomplikowanej fabuły, a jak ognia niedomówień, pozwalających na własną interpretację obrazu. Producenci dobrze zdają sobie sprawę, że nieumiejący ogarnąć filmu widz, wyjdzie z kina zdezorientowany, a więc zniesmaczony (”Film był bez sensu”).

A co dopiero, gdy mówimy o rzeczy tak istotnej jak tajemnica Boga? Wysiłek, do którego zmusza Msza Rzymska jest zbyt wielki dla współczesnego człowieka. Żyjący w uproszczonym przez medialny przekaz świecie, staje się zdezorientowany nie mając oparcia w chociażby zrozumieniu słów, które wypowiada kapłan. Pal licho, że i tak większość nie wie co one w istocie znaczą, nad tym może się nie zastanawiać, ale rozumie je w technicznym sensie. I tutaj jest się już czego chwycić. Można razem z innymi wiernymi deklamować na pół z pamięci, słowa Mszy Św. i modlitwy. Oprócz tego ksiądz pomówi trochę o życiu, żeby nie pomagać bliźniemu i od razu współczesny Chrześcijanin czuje się lepiej.

W taki prąd w Kościele doskonale wpisuje się “zmowa milczenia” o Szatanie i piekle. Mimo, że postać Szatana- przyczyny wszelkiego grzechu - przewija się przez modlitwy i wezwania, księża milczą o nim, tak samo jak o piekle. Wizja wiecznego potępienia, jest tak przerażająca, a obraz oraz upostaciowanego Zła - kojarzonego z czarnym krasnalem z widłami, tak komiczna, że lepiej o nich nie mówić, by przypadkiem wierni nie przestali chodzić do kościoła.

Właśnie ta ilość ludzi w kościele w każdą niedziele, zdaje się być dla Hierarchii Kościoła odzwierciedleniem bogobojności narodu. Ich wysiłki koncentrują się raczej na popularyzacji wiary, a nie jej pogłębianiu. “Uwolnienie” przez Papieża Benedykta XVI Mszy Rzymskiej jest próbą odwrócenia tych niezdrowych proporcji.